środa, 30 września 2015

Spacer po Belgradzie













Jak raz tam wejdziesz już zostaniesz
To obszar jakieś dziwnej magii.
Tu stara Sawa wiecznie biegnie,
Gdzieś do wielkiego Dunaju.
Tu ludzie są  jakby inni
Niż w całej reszcie świata.

Pojedziesz na północ podróżniku
A trafisz w góry niczym z baśni,
Poczujesz tutaj wiatr historii
Tej wiecznej, może tej dawnej.

Dziś na Yugu odnajdziesz spokój nareszcie
Po wiatrach, które przyszły z zachodu
Po nocnych deszczach krwawych,
Po misjach pokojowych.

Tam przyjacielu serce moje na zawsze już zostanie
Gdy dowiesz się o czym mówię, podzielisz moje zdanie.
Więc chodźmy razem do tego kawałka raju
Do mojej kochanej matki, do mojego kraju.

Zivela Velika Srbija! - (Niech żyje Wielka Serbia)

Dragan Ristić






Byłam ciekawa Serbii gdyż nie znałam tego kraju... W końcu zapadła decyzja o wyjeździe we wrześniu... Wyruszamy o trzeciej rano... Do Belgradu mamy około 1000 km i problemy na granicy węgiersko - serbskiej... Liczyliśmy się z tym, przecież trwa Exodus... Po dwunastu godzinach jesteśmy w stolicy Serbii... Meldujemy się w hotelu... I co ciekawe, musimy zostawić nasze dowody osobiste lub paszporty... Zostawiamy dowody...  Szybka toaleta i wyruszamy w miasto...






Belgrad,  miasto o bardzo długiej i burzliwej historii... Jeszcze teraz mogłam zobaczyć zniszczone budynki, ślady nie tak odległej w czasie wojny... I co ciekawe, w tym mieście historia łączy się z nowoczesnością... Belgrad dzieli się na trzy części... Najstarszą i najpiękniejszą jest Stare Miasto, kolejną Zemun, z architekturą przypominającą austriacką oraz Nowy Belgrad, dzielnicą postkomunistyczną... Ta ostatnia jest szara, betonowa i... nieuporządkowana. Nie będę już więcej o niej wspominać...






Miasto jest piękne... Nie miałam pojęcia, że jest takie ciekawe,  ukwiecone, że posiada liczne muzea,   zachwycające zakątki, parki, kręte niekiedy strome uliczki, które tak bardzo lubię, maleńkie kamienne cerkiewki, starą twierdzę i dwie rzeki: Dunaj i Sawę i wiele innych interesujących miejsc...






Spacerując ulicami, uliczkami miasto zachwyca mnie coraz bardziej... Zewsząd dobiega muzyka z bałkańskimi rytmami i cudowny zapach świeżo parzonej kawy...  Niemal na każdym kroku spotyka się fascynującą mieszankę kultur i doświadczeń, którymi nie zawładnęła jeszcze estetyka Zachodu...
Zbliża się wieczór, jesteśmy bardzo głodni... Do wyboru mamy mnóstwo barów, knajpek, restauracji oferujących lokalne przysmaki... Wieczór jest ciepły, siedzimy na zewnątrz, rozkoszujemy się jedzeniem, jest miło i bardzo klimatycznie... Zaczynamy czuć zmęczenie, pora wracać do hotelu... Jutro też jest dzień...






Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...


wtorek, 29 września 2015

Powrót z urlopu


Największa w życiu jest Miłość
I Radość najjaśniejsza
Nadzieja jest ludziom najbliższa
Tęsknota zaś najgłębsza
Jest Wiara najsilniejsza
A najcieplejsza Dobroć
Każda z nich inną barwą znaczona
Wypełnia nasze życie
Malując je kolorami
Bo życie pełne jest kolorów...


Witam wszystkich bardzo serdecznie...
Pragnę gorąco podziękować za odwiedziny, życzenia i miłe komentarze...

Wczoraj rano wróciłam z urlopu pełnego atrakcji, wrażeń i emocji... 
Było rewelacyjnie...
W niedzielę, przez nieumiejętnie korzystanie z klimatyzacji, nabawiliśmy się ostrego przeziębienia... Wróciliśmy z gorączką, kaszlem, katarem, bólem gardła... 
Oczywiście nie obeszło się bez wizyty u lekarza... Zalecił leki i łóżko...
Musiałam już wstać...Wystarczyło tylko  parę dni... A ja jestem za Wami bardzo, bardzo stęskniona... 
Teraz "pędzę" na  blogi... Będę je odwiedzać sukcesywnie... 

Mam nadzieję, że jutro zgram z aparatu zdjęcia i opublikuję krótki post...


wtorek, 15 września 2015

Krótki post


Dzisiejszy post jest inny, krótki...
Zdjęć też jest niewiele...
Pragnę przedstawić Wam krótkie opowiadanie Bruno Ferrero...

Kto to jest Bruno Ferrero? to włoski salezjanin, dziennikarz, pedagog, który pisze krótkie opowiadania dla ducha, opowiadania pouczające, z morałem...


Tajemnica szczęścia...

Pewien  młodzieniec  zapytał  najmądrzejszego  z  ludzi  o  tajemnicę  szczęścia.
Mędrzec poradził  młodzieńcowi,  by  obszedł  pałac  i  powrócił  po  dwóch  godzinach.

Proszę  cię  o  jedno  -  powiedział  mędrzec,  wręczając  mu łyżeczkę,  na  której  umieścił  dwie  krople  oliwy.  W  czasie  wędrówki  nieś  tę  łyżeczkę  tak,  by  nie  wylała  się  oliwa. 


Po dwóch godzinach młodzieniec wrócił. Mędrzec zapytał go:
Czy widziałeś wspaniałe ogrody?
Czy zauważyłeś piękne pergaminy?
Młodzieniec ze wstydem wyznał, że nie widział niczego.
Troszczył się jedynie o to, by nie wylać kropel oliwy.

Wróć i spójrz na cuda mego świata - powiedział mędrzec.


Młodzieniec wziął łyżeczkę i znów zaczął wędrówkę.
Tym razem obserwował wszystkie dzieła sztuki.
Zobaczył też ogrody, góry i kwiaty.
Powrócił do mędrca i szczegółowo zdał sprawę z tego, co widział.

Gdzie są te dwie krople oliwy, które ci powierzyłem? - spytał mędrzec.
Spojrzawszy na  łyżeczkę, chłopak zauważył, że ich nie ma.

Oto jedyna rada, jaką mogę ci dać, powiedział mędrzec:

Tajemnica szczęścia tkwi w dostrzeganiu wszystkich cudów świata,
przy jednoczesnej dbałości o dwie krople oliwy na łyżeczce.


W czwartek bardzo wcześnie rano wyjeżdżam na kilka dni do Serbii... 
Mam nadzieję, że urlop będzie udany i pełen wrażeń... 
A powrót do kraju? prawdopodobnie w niedzielę 28 września...

Pozostawiam dla wszystkich serdeczne pozdrowienia... 


niedziela, 13 września 2015

Zamek w Rabsztynie


Mój kraj jest taki piękny... Ma wiele uroczych zakątków, przepięknych miejsc... Wielu z nas o tym nie wie ponieważ nie może albo nie lubi wędrowania...  Za każdym razem gdy wyruszam gdzieś w Polskę, na usta cisną się słowa pięknej pieśni patriotycznej:

Piękna nasza Polska cała,
Piękna, żyzna i wspaniała,
Wiele krain, wiele ludów,
Wiele stolic, wiele cudów...
bo nie ma piękniejszego kraju, niż nasz...




Dzisiejsza przepiękna, słoneczna pogoda sprawiła, że kolejny już raz pojechałam na Jurę Krakowsko-Częstochowską... To raj dla wszystkich... Kto jeszcze nie zna tej krainy, gorąco zachęcam by jak najszybciej ją poznał... Na Jurze nikt się nie nudzi... Zawsze tam jest coś ciekawego do zobaczenia... A to monumentalne skały, tajemnicze jaskinie, średniowieczne zamki wtapiające się w malowniczy krajobraz, prześliczne  dolinki i wspaniała przyroda... Wierzcie mi,  zamki na Jurze zachwycają swoim urokiem... I mimo, że oglądam je któryś-tam raz to zawsze mam wrażenie, że widzę je po raz pierwszy...






Lubię wracać do Jury bo to jeden z moich ulubionych regionów Polski... Niezmiennie urzekają mnie  malownicze widoki, sosnowe i liściaste lasy, kwitnące łąki, wszystkie odcienie zieleni i co najważniejsze; cisza, spokój... W tym poście nie będę pisać o dziejach i wyglądzie  zamku w Rabsztynie...  Tym razem  zapraszam na spacer po podzamczu i zamku...










W XIII - XIV w. to właśnie tutaj, w pobliżu  Jury ustaliła się zachodnia granica państwa polskiego... Na jej terenie powstawał nieprzerwany ciąg  warownych zamków i strażnic, mających na celu obronę granicy przed naporem czeskich i niemieckich książąt... Niemal wszystkie  warownie,  zostały wybudowane w większości w XIV wieku przez Kazimierza Wielkiego...  Przepięknie wyglądają białe, sterczące ostańce skalne i skały wapienne... Na takich skałach zbudowany jest   Zamek  w  RABSZTYNIE 







Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego tygodnia...
Pozdrawiam serdecznie...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...