środa, 20 września 2017

Vathia, kamienne wieże






wspomnienia są dobre na jesień
na chandrę, frustrację, i cień
to piękne milionem uniesień
wspominać przebrzmiały już dzień

gdy wieczór się czai za oknem
na czarno maluje nam świat
wspomnienia do siebie przyciągnij
noc magia obejmie czar lat

gdy  w smutnym pogrążysz się dniu
gdy stosy ułożysz zmartwienia
oddalisz się smutkiem od snu
ocalą cię Twoje wspomnienia

pozostaw na jesień wspomnienia,
na słotę, zawieję, i deszcz
to piękne milionem uniesień
wspominać przebrzmiały już dzień

(Krystyna Walas Bugajczyk)










Wracam wspomnieniami do dnia w którym  odwiedziłam  Mani  "środkowy palec" Peloponezu... Jest najdalej wysuniętym na południe półwyspem Grecji... Kiedy  tu dotarłam od pierwszego momentu zaskoczył mnie  krajobraz...  Nigdzie takiego nie oglądałam... Był zdziczały, ale i budzący poniekąd  lekką  grozę... Tak to wtedy odbierałam... Za sprawą piasku z Sahary brakowało kolorów... Tego dnia  pył piaskowy prawie zakrył  słońce... Niebo i morze wydawało się szare... Mimo to, moje  przeżycie są niezapomniane... Wspominam strome, niedostępne góry...  Szarawe skały, porośnięte kępkami zielonych krzaczków... Nie widziałam nigdzie pól uprawnych... Ta ziemia pozwalała rosnąć jedynie ogromnym opuncjom, figowcom i karłowatym drzewkom oliwnym... Surowe oblicze przyrody niesamowicie współgrało z charakterystyczną zabudową półwyspu... Widoczne z daleka skaliste wzgórza naszpikowane były wysokimi, kamiennymi  wieżami...  Niektóre stały pojedynczo i odniosłam wrażenie, że samotnie pełnią straż nad tym jałowym, dzikim regionem...  Inne były w grupach, kolejne popadły w ruinę ale były i  takie, które przypominały fortece... Wybrałam  miejsce, które zachwyca majową porą ze względu na obfitość dzikich kwiatów, które obrastają okoliczne wzgórza... Mimo kwitnących kwiatów cała sceneria tego obszaru jest magiczna, a krajobraz kojarzy się z przeszłością... Tym miejscem była niewielka wieś Vathia, prawdziwy relikt minionej epoki i wyglądający jak terytorium duchów...  Ta niewielka miejscowość była niemalże całkowicie opuszczona... Tu czas zatrzymał się kilka wieków temu...





Półwysep Mani i wioska Vathia zachwyciła mnie błogim spokojem... Miałam odczucie, że jest to zapomniana kraina...  Czas ominął półwysep, dlatego zachowały się liczne zabytki... Wśród nich króluje 800 kamiennych wież,  które zachwycają dziwacznymi rozmiarami i kształtami... Co ciekawe, służyły jako wieże obronne a także  mieszkalne...  Dlaczego obronne?  Od XV do końca XIX wieku rządzili tutaj wodzowie klanów, które w tamtych czasach nieustannie prowadziły między sobą krwawe  walki o skrawki uprawnych pól, skrawek lądu oraz władzę... Wojna,  trwająca  niekiedy przez wiele lat, kończyła się z chwilą  zabicia ostatniego   mężczyzny z domu przeciwnika  lub w momencie poddania się całego klanu... Kobiety nie brały udziału w wojnach, przecież ktoś musiał zajmować się domostwami i poletkami...








Nie uwierzyłam własnym oczom w to co widzę, i przetarłam je ręką  ... Na tych kamienistych wzgórzach rosły łany cudownych złocieni,  drapacza lekarskiego, czerwone i żółte maki... Wzgórza obfitowały w aromatyczne zioła takie jak:  tymianek, rozmaryn, szałwia, lawenda,  oregano... Powietrze przepełnia ich nieziemski zapach..  Muszę przyznać, że takie widoki i zapachy  były  dla mnie sporą niespodzianką... Wśród ruin  rozkwitały białe i różowe oleandry... Spacerując pośród kamiennych wież, dostrzegłam samotny krzew róży, który wzbudza mój podziw... Zerwałam jeden kwiat by w napotkanej kapliczce położyć go pod niewielkim krzyżykiem ...






Manijczycy są dumni ze swojej przeszłości, dlatego nawet nowe budynki wyglądem przypominają stare budynki... Waleczność mieszkańców i militarna architektura sprawiły, że Mani nigdy nie dostała się pod obce panowania... Historia półwyspu i tego miejsca zaczyna się w XV wieku kiedy zaczęli przybywać tutaj tłumnie uchodźcy z okupowanych przez Turków terenów ówczesnej Grecji...  Jak głosi miejscowe powiedzenie, podobno potrzeba trzech dni, żeby zwiedzić półwysep Mani, trzech miesięcy, żeby się po nim powłóczyć, i aż trzech żyć, żeby zrozumieć jego duszę... Jedno życie będzie zużyte na odkrywanie morza, drugie na pobyt w górach, a trzecie na poznanie ludzi...






Okupacja turecka  trwała w Grecji  przez blisko 400 lat... Od 1821 - 1830 roku trwają walki z okupantem... W 1830 roku konferencja  londyńska przyznaje krajowi pełną niepodległość... Powoli następuje stabilizacja w kraju...  W 1870 roku na półwysep wkracza armia i zakazuje wendety...  Mam wrażenie, że mieszkańcy nie umieją żyć bez walki i zabijania... Opuszczają swoje domostwa i przenoszą się do większych miast  lub wyjeżdżają za granicę... Wieś  została  porzucona   pod  koniec  XIX  wieku, pustoszeje i  powoli  zaczęła  popadać  w ruinę... Na szczęście w 1990 roku  Grecka Izba Turystyczna zaczęła kamiennym wieżom przywracać nowe życie... W odbudowanych domach powstają niewielkie hoteliki i kwatery dla turystów... Kamienne wieże przechodzą również w ręce spadkobierców. ponieważ zaczynają być  świadomi  jaki  skarb  posiadają  w  czasach  ciągle  rozwijającej  się  turystyki...
Żegnam się z  niezwykle pięknym, najbardziej odludnym,  najdzikszym i tajemniczym półwyspem Mani, gdzie  zobaczyłam niezwykłe wieże, budowane przez bogate klany, które prowadziły krwawą wendetę między rodzinami...







Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


piątek, 8 września 2017

Garmisch - Partenkirchen, malowane miasteczko









Garmisch - Partenkirchen to najsłynniejszy kurort Alp Bawarskich nazywany zdrobniale Ga - Pa... Tętni życiem przez cały rok i trudno więc mówić
o jakimkolwiek sezonie i okresie poza sezonem...  Ga - Pa jest  nie tylko słynna ale  i lubiana... Sądzę, że niemal każdy kojarzy  tę nazwę...  Miasto to znane jest jako jedno z tych, w których odbywa się noworoczny konkurs skoków narciarskich  - Turniej Czterech Skoczni... To właśnie tutaj  między innymi, Adam Małysz odnosił swoje narciarskie  sukcesy i niemal każdy Polak szczerze mu kibicował...


Ta słynna alpejska miejscowość jest  malowniczo  położona u podnóża najwyższego szczytu Niemiec Zugspitze 2962 m n.p.m... Byłam miastem autentycznie urzeczona bo wszystko znajdowało się w zasięgu ręki: góry, lasy, jeziora... Na  dodatek na każdego czekają sielskie widoki, urocze kościółki, parki, alpejskie szczyty, wędrówki, wspinaczki, nordic walking...  Tutaj każdy dzień można przeżyć niezwykle intensywnie na łonie natury i w samym Garmisch - Partenkirchen...








Garmisch -  Partenkirchen jako jeden organizm miejski nie ma zbyt długiej historii...  W miejscu dzisiejszego Partenkirchen już w czasach rzymskich istniała osada Partanum... Położona na szlaku handlowym z Wenecji do Augsburga...
W dokumentach historycznych zostaje wspomniana  po raz pierwszy w 15 roku... Natomiast o Garmisch wspomina się w dokumentach o około 800 lat później... Osada  została założona prawdopodobnie  przez plemię celtyckie albo germańskie... Do 1935 roku były to dwie oddzielne miejscowości... Ich burmistrzowie zostali zmuszeni przez  Hitlera do połączenia w jedno miasto...
I chociaż Adolf nie  znosił sportu i nie uprawiał żadnej dyscypliny, wiedział, że sport to złota żyła propagandy... Już rok później  w 1936 roku, miasto gościło uczestników IV Zimowych Igrzysk Olimpijskich... Zarówno Igrzyska w Garmisch -  Partenkirchen, jak i letnie w 1936 roku w Berlinie, stały się wielką demonstracją potęgi III Rzeszy, szykującej się do podboju świata... Po II wojnie światowej miasto musiało poradzić sobie z wieloma problemami... Turystyka utknęła
w martwym punkcie... Hotele, kwatery w czasie wojny były  zamienione na szpitale i pomieszczenia dla rannych żołnierzy... By przywrócić to wszystko do normalności, aby ożyła turystyka potrzebne było kilka lat...








Garmisch - Partenkirchen słynie z przepięknych, malowanych domów... Ga -Pą jestem oczarowana, ponieważ domy są bajecznie kolorowe, niesamowicie urokliwe i przyciągają wzrok...  Spacer po mieście to prawdziwa przyjemność bo jest tu spokojnie, bardzo przyjemnie i nie ma przytłaczającej komercji... Jednak w  pierwszej kolejności odwiedzam Partenkirchen i  zabytkową Ludwigstraße...  Ulica jest dosyć wąska... Uznaje się, że jest to oryginalna rzymska via biegnąca z Wenecji do Augsburga ...  Zabudowę ulicy tworzą jak z bajki, malowane domy...   Garmisch przedstawię w innym poście, chociaż, w tym  wkleiłam  pojedyncze  zdjęcia ...








Wspaniałe, wielobarwne malowidła na elewacjach domów opowiadają o mieszkańcach, regionie i ich zwyczajach... Właściwie każdy dom ma niepowtarzalne dekoracje i malowidła... Każdy jest inny...  Możemy zobaczyć  sceny ze Starego i Nowego Testamentu osadzone w lokalnym krajobrazie, sceny z zawodami, myśliwskie, z baśni, z życia codziennego... Te domy są przepiękne i ogląda się jak otwartą księgę z kolorowymi ilustracjami... Mogłam w pełni poznać ich urok i  piękno... Moją uwagę przykuły również iluzjonistyczne pilastry, gzymsy i przeróżne dekoracje wokół okien...

Dzień zbliża się ku końcowi... Pora coś zjeść... W Garmisch - Partenkirchen nie brakuje restauracji, knajpek, Gasthofów a we wszystkich  specjały bawarskiej kuchni i przepyszne białe kiełbaski i wszechobecne piwo, które tutaj jest znakomite...









Domy w  Garmisch - Partenkirchen są malowane techniką  malarską Lüftlmalerei, która  rozkwita  co najmniej od XVIII wieku... Wydaje się, że termin ten pochodzi z pseudonimu Franza Serafina  Zwincka, który mieszkał w Oberammergau pod koniec lat 50 - ych XVIII wieku.. I chociaż  obrazy Lüftlmalerei  nie są to dzieła sztuki najwyższych lotów, nie jest to  też malarstwo naiwne... Z wielką przyjemnością oglądam poszczególne sceny rodzajowe, historyczne,  postaci świętych,  rozkoszne   amorki...   Obrazy malowane są na świeżym tynku wapiennym w technice fresk... Fresk jest bardzo trudną techniką, ponieważ  przy jej zastosowaniu dokonywanie poprawek  jest niemożliwe, należy do najtwardszych rodzajów malarstwa ściennego... 






Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, słonecznego weekendu...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...